Kup 1, drugi gratis! Sklep

Historia automatów opowiedziana przez The Joint Doctor

Author
Medycznie sprawdzone przez Michael Matthews, M.D.
1 maja 2024
Wszyscy kochamy automaty, a The Joint Doctor był pierwszym, który wprowadził je na rynek komercyjny – 20 lat temu.
1 maja 2024
21 min read
Historia automatów opowiedziana przez The Joint Doctor

W tym odcinku gościem Fast Buds Talks będzie Sasha, czyli Joint Doctor. Oczywiście odkryjemy, jak powstawały pierwsze automaty i dlaczego nazwał tę odmianę Lowryder. Porozmawiamy też o tym, jak niezwykłe są współczesne automaty i co może przynieść przyszłość. 

Przeczytaj pełny zapis tej ekskluzywnej rozmowy poniżej lub obejrzyj ją w formie wideo!

 

Wersja wideo tej niesamowitej rozmowy z Joint Doctorem, twórcą legendarnej odmiany konopi Low Ryder Auto.
 

Sebastian Good: Gdzieś jest 4:20 i bardzo się cieszę, że jesteście dzisiaj z nami podczas tego wyjątkowego odcinka Fast Buds Talks, ponieważ dziś gościmy prawdziwego króla konopi. Tak, Sasha, The Joint Doctor osobiście jest dziś ze mną. Jak się masz, Sasha? 

 

Sasha: Bardzo dobrze, dzięki. A Ty, Sebastian?

 

Sebastian Good: U mnie świetnie. Przed chwilą chwilę rozmawialiśmy poza anteną. Przeżywamy falę upałów, Ty i ja. Ja jestem w południowej Hiszpanii. A Ty gdzie teraz odpoczywasz? 

 

Sasha: Jestem w Quebecu, tuż na wschód od Montrealu. 

 

Quebec to jedna z trzynastu prowincji i terytoriów Kanady.

Quebec to jedna z trzynastu prowincji i terytoriów Kanady.
 

Sebastian Good: Okej. Zaczekaj chwilę, bo muszę się ogarnąć. To w sumie całkiem blisko Twojego rodzinnego miejsca, prawda? 

 

Sasha: Dokładnie. Mieszkam niedaleko miejsca, w którym dorastałem. Jestem tu już od kilku lat. Moja żona i ja wróciliśmy tutaj i kupiliśmy małe gospodarstwo. To naprawdę piękna okolica, tuż przy granicy z Vermont. 

 

Sebastian Good: Brzmi na naprawdę piękne miejsce. Zwłaszcza teraz – lato, wiosna, jesień – brzmi cudownie. A jak zimy? Ja nie przepadam za naprawdę zimną pogodą. Tam potrafi być bardzo zimno, prawda? 

 

 

 

W trudnym klimacie ważne jest wybrać odporne genetyki, takie jak nasze Gorilla Cookies.
 

 

Sasha: Tak, bywa naprawdę zimno. Może spaść nawet do minus 30. To chyba najzimniej jak może być. Zdarza się to czasem w styczniu czy lutym. Ale mamy dużo śniegu i sporo zimowych aktywności. Zwłaszcza tu, w Quebecu, kochamy zimowe rozrywki: hokej, narty i wszystko, co dzieje się na lodzie bardzo nas cieszy. Właściwie lubię zimę. Dorabiam sobie nawet weekendami pracując na stoku narciarskim, żeby się trochę ruszać itd.

 

Sebastian Good: Wspominałeś o tym podczas Spannabis, mówiłeś, że pracujesz na stoku. Miałem kiedyś wizę na pracę i podróże do Kanady – to było jakieś 12 lat temu. Zaczynałem w Nowym Jorku, poznałem tam moją żonę, po 10 dniach spotkaliśmy się, po trzech miesiącach wzięliśmy ślub. Efekt? Nigdy nie dotarłem do Kanady, tej pracy i podróży. Praca na stoku to był mój plan. Chciałem tam pracować, a po pracy mieć darmowy karnet i jeździć na snowboardzie do woli. 

 

Joint Doctor i Sebastian Good na Spannabis 2023

Joint Doctor i Sebastian Good na Spannabis 2023.
 

Sasha: Właśnie o to chodzi. Naprawdę świetna sprawa pracować na górze i być na łonie natury. Pogoda nie ma znaczenia. To najważniejsze, no i możesz jeździć na nartach, kiedy tylko chcesz. 

 

Sebastian Good: A Twoja żona pochodzi z tych okolic? Bo właśnie to, że mieszkacie blisko rodziny, jest dla mnie czymś, czego brakuje mi tutaj. Moja żona pochodzi z USA, więc rzadko widujemy rodzinę, a Wy możecie tak naprawdę być razem na co dzień. To chyba największy plus. 

 

Sasha: To był właśnie jeden z głównych powodów, dla których wróciliśmy. Trochę się przeprowadzaliśmy, ale moi rodzice mają bardzo bliskie grono znajomych i rodziny. Nawet mamy letni festiwal – nie wiem czy mówiłem Ci o tym.

Nazywa się Shazam Fest. Odbędzie się w przyszły weekend. Organizuje go moja rodzina, mój brat, ja i wielu wolontariuszy. Festiwal trwa cały weekend: jest muzyka, akrobaci, mnóstwo różnych atrakcji na farmie moich rodziców. Jeśli ktoś będzie w okolicy, koniecznie odwiedźcie Shazam Fest. 

 

Sebastian Good: Szkoda, że nie mogę przyjechać, ale cóż, dzieli mnie jakieś 8000 kilometrów. Na razie się nie uda, ale muszę kiedyś zrobić taki tour, poznać przyjaciół z tej społeczności konopnej, z którymi rozmawiam w Internecie, na czatach, Instagramie. Chcę ich odwiedzić, zobaczyć gdzie uprawiają – i oczywiście przetestować ich trawkę! 

 

Sasha: Jasne! Jeśli będziesz w okolicy, na pewno Cię oprowadzę – pokażę Ci branżę, tę legalną i tę podziemną, i poznam z odpowiednimi ludźmi.

 

Sasha w swojej growroomie.

Sasha w swojej growroomie.
 

Sebastian Good: Przyjmuję to zaproszenie! Pewnego dnia zadzwonię i powiem „Sasha, przyjeżdżam!” Wezmę też kamerę, żeby podzielić się tym później ze społecznością. 

 

Sasha: Pewnie. 

 

Sebastian Good: Pracujesz, oczywiście, przy Doctor's Choice. Znamy projekt Lowryder – o tym zaraz pogłębiona rozmowa. Ale zajmujesz się też innymi projektami, jesteś bardzo zaangażowany w branżę konopną. Nad czym teraz pracujesz? 

 

Sasha: W tej chwili pracuję w zakładzie przetwórczym otwartym przez dwóch moich przyjaciół w Montrealu: J2Science. Zatrudnili mnie, żebym opracował dla nich produkty, szczególnie haszysz. Robię go od lat, głównie z obciętych liści, przycinek z upraw konopi, nie z odpadów jak to się mówi we Francji. 

 

Sebastian Good: A jak to robisz? Robisz dry sift, czy ice haszysz? 

 

Sasha: W tym przypadku robimy ice haszysz – czysta woda i bardzo dobra jakość obciętych liści. Szczególnie korzystamy z odmiany Black Cherry Punch, to jeden z naszych hitów.

Sebastian Good: Brzmi przepysznie, człowieku.

 

Sasha: Jest naprawdę świetny i mocny. W testach uzyskaliśmy nawet 70% TC. To bardzo mocny, ręcznie produkowany haszysz. Okazało się, że nie da się tego zrobić na masową skalę, nie da się tego powielić w takim wydaniu. 

 

Sebastian Good: Trochę jak masowa produkcja w systemie legalnym kontra kunszt rzemieślniczy. Masz rację? To zawsze jest to „coś” lepszego, doświadczenie, fachowość? 

 

Sasha: Dokładnie. Fajnie po prostu wiedzieć, skąd pochodzi Twoja konopia. Legalizacja sprawiła, że ludzie myśleli, iż wszystko będzie robione na dużą skalę, masowe, bez ręcznej roboty. Ale tak naprawdę ludzie nie chcą przemysłowej trawy – chcą rzemieślniczej. To to samo.

 

Sebastian Good: Tak, wszystko zaczyna się już od samej uprawy. Też myślę, że nawet przy sztucznej inteligencji nadzorującej uprawę, nie zastąpi to ludzkiego oka. Potrafi rozpoznać niedobór potasu i odpowiednio zareagować. Podobnie ze ścinaniem – kto chce marihuanę ciętą maszyną? To po prostu coś innego na końcu. 

 

Sasha: Zgadza się. Ale powoli wraca to do łask. Duże firmy, które chciały uprawiać miliony kilogramów, często upadają. Więc znów wraca czas małych producentów. Tyle że dziś jest trudno zaistnieć jako mała firma w branży. 

 

The Joint Doctor ze swoimi roślinami.

The Joint Doctor ze swoimi roślinami.

 

Sebastian Good: Tak to jest zawsze i wszędzie. Nie tylko z konopiami. Gdy pojawiają się pieniądze, rządzi kasa. Ale konsumenci coraz częściej wiedzą, co dobre i chyba jesteśmy na dobrej drodze. 

 

Sasha: Tak. Od lat staram się osiągnąć taki poziom, żeby produkować nasiona tu na rynek kanadyjski.

Byłem raczej uprawiającym medycznie na małą skalę, ale teraz staram się wejść w legalną branżę i wprowadzić nasiona oraz Doctor's Choice do Kanady.

Na razie niestety jeszcze nie udało się tego do końca dopiąć. Druga sprawa, nad którą teraz pracuję – nie mogę jeszcze za dużo zdradzić, bo czekamy na licencje – to ośrodek, który będzie inkubatorem dla marek nasion do wejścia na rynek kanadyjski. Nie tylko Doctor's Choice, ale i inne marki. 

 

Sebastian Good: Czyli potrzebny jest zakład tutaj, bo nasiona muszą być produkowane na miejscu?

 

Sasha: Właśnie tak. Możesz importować produkty konopne tylko do badań. Do handlu w Kanadzie musisz je tu produkować. 

 

Sebastian Good: Podobnie jest chyba w Tajlandii, takie plany są też w Niemczech. Mam nadzieję, że znajdziemy sposób, żeby to obejść, tak jak z tytoniem czy alkoholem – dostępne są wszędzie, nikt się nie oburza, bo mają lobby. My nie mamy. 

Sasha: To niewiarygodne. Byłoby dobrze. A co z aspektem społecznym? W Hiszpanii macie model socjalny, jest znacznie bardziej racjonalny niż legalizacja w naszym wydaniu. U nas to komercjalizacja, nie legalizacja. Rozumiesz? 

 

Legalność konopi na świecie 2023.

Legalność konopi na świecie 2023.

 

Sebastian Good: To bardzo cienka granica. Nadal istnieje szara strefa, czarny rynek, bo mali producenci nie mają szans wejść do obiegu legalnego – a wtedy wchodzą korporacje. W Hiszpanii brakuje mi tylko jasnej liczby dozwolonych roślin – np. pięć roślin, cztery rośliny na osobę w kwitnieniu i jest ok. Taka szara strefa, niby wolno, niby nie. Mogą zapukać, zabrać rośliny, za co tylko mandat, ale zawsze jest ten niepokój. Na pewno wiesz, jak to wygląda, bo Ty przeszedłeś jeszcze więcej. Jest jedno pytanie, które chcę Ci zadać na samym początku: Joint Doctor – to Ty. Tak Cię poznałem zanim poznałem Twoją twarz. Skąd „Joint Doctor”? Jak to się stało? 

 

Sasha: Dobre pytanie. Nie wiem, czy ktoś już mnie o to pytał, ale muszę wrócić do czasów studenckich. Miałem wtedy ok. 20 lat, już uprawiałem rośliny i słynąłem z zamiłowania do trawki. Mój kumpel Paul i ja byliśmy na stoku narciarskim podczas śnieżycy. Zdołałem zakręcić jointa zanim dojechaliśmy na szczyt i zyskałem opinię mistrza skręcania. Raz naprawiłem mu źle skręconego jointa i powiedział: „Człowieku, jesteś joint doctorem”. I tak zostało. 

 

Sebastian Good: Niesamowite. 

 

Sasha: Używałem też tej ksywki jako DJ, bo grałem trochę reggae na imprezach. W podziemiu zacząłem też pisać artykuły i wtedy nie chciałem używać prawdziwego nazwiska. 

 

Sebastian Good: Ja też nie używam prawdziwego nazwiska. Good to nie moje nazwisko. Tak wyszło. Trochę żałuję, bo na imię mam Filip i mogłem być Phil Good. 

 

Sebastian Good na AWC-2022.

Sebastian Good na AWC-2022.
 

Sasha: Dr. Phil Good już był. 

 

Sebastian Good: Wracając do Twojej przeszłości, masz bardzo ciekawą historię rodzinną. Sam przez jakiś czas mieszkałem w dużych miastach, ale potem chciałem się wynieść, chciałem uprawiać więcej, jeszcze nie mam własnej farmy, ale u Ciebie w rodzinie tak było? 

 

Sasha: Dokładnie. Moi rodzice zrobili tzw. „powrót do ziemi”, jak wielu hipisów w tamtych czasach. Chcieli zdrowszego życia, uprawiać własną żywność, być samowystarczalni. Kupili małe gospodarstwo, zaczęli hodować kozy. Miałem inne dzieciństwo niż większość, a marihuana była u nas obecna od zawsze, bez negatywnych skojarzeń. Ojciec długo przed tym, zanim się tym zainteresowałem, uprawiał rośliny, niestety trafił do więzienia za konopie, miałem wtedy ok. 11 lat. 


Od tego czasu musiałem bardziej pomagać na farmie, było ciężko, ale ojciec wyszedł po roku zupełnie odmieniony – super zdrowy, silny, zaczęliśmy razem biegać, miałem sportowe pasje, nie paliłem, ale pomagałem ojcu przy uprawie – podlewałem jego rośliny. Na pewno tam się zaczęła moja historia, bo tata miał opinię, że robi tu najlepszą trawkę. 

W latach 70. niewielu uprawiało tu wtedy konopie. Większość była importowana, z nasionami. Jego sensi była czymś wyjątkowym. Nadal jest jednym z moich największych kibiców, razem z mamą przyjeżdżają ze mną na konferencje i on testuje moje rośliny w swoim ogrodzie.

 

Sasha przemawia na konferencji.

Sasha przemawia na konferencji.

 

Sebastian Good: Jest świetnym testerem! Mam nadzieję, że kiedyś sam będę testował dla swojej rodziny, bo u mnie marihuana nigdy nie była czymś złym. Mój syn ma 5 lat, czasem zadaje pytania, czasem trzeba uważać. A u Ciebie rodzina żyła bio, zanim to było modne? 

 

Sasha: Oczywiście. To się dopiero zaczynało. Były już książki o biodynamice, rodzice byli tym zafascynowani. Tata był zaangażowany w lokalny ruch ekologiczny – organizacja Organic Crop Improvement Association zrzeszała farmerów na świecie i jako pierwsza certyfikowała żywność ekologiczną. Dzięki temu tata dużo podróżował, certyfikował np. kawę w Peru. Dziś ekologia to standard, wtedy był pionierem. 

 

Sebastian Good: Myślisz, że dlatego zioło Twojego taty było tak dobre – bo było organiczne? 

 

Sasha: Och, zdecydowanie. Nie ma nic lepszego, jeśli coś jesz lub palisz, chcesz mieć pewność, że to co dajesz do organizmu, jest zdrowe i że dbasz o ziemię, środowisko i ludzi pracujących przy tym. 

Sebastian Good: Dla mnie też to ważne – mam dziecko, które wsadza wszystko do buzi, więc nie chcę chemii w domu. Fajnie patrzeć, jak biega po ogrodzie, zbiera robaki, przynosi je mamie, mama ucieka, a my się śmiejemy. 

 

Sasha: Ekstra. Ma zadatki na biologa. 

 

Sebastian Good: Tak! Jestem z tego dumny i wiem, że wyjazd z miasta był dobrą decyzją. Już po roku w Barcelonie miałem dość dla dziecka. COVID też pomógł w decyzji wyjazdu – jak nie można wyjść z dzieckiem z domu przez osiem tygodni, to żona powiedziała „Dość, potrzebuję ogrodu”. 

 

Miejsce Sebastiana w środku natury.

Miejsce Sebastiana w środku natury.
 

Sasha: Myślę, że wielu ludzi poszło tą samą drogą. To ta sama siła, która skłoniła moich rodziców w latach 70. do powrotu na wieś. Każdy z nas ma w sobie miłość do natury – niektórzy po prostu jeszcze tego nie odkryli. 

 

Sebastian Good: Tak. Uprawianie czegoś daje inną więź z rośliną. 

To nieporównywalne – co sam wyhodujesz, lepiej smakuje. 

 

Sasha: To prawda – nie tylko z marihuaną, z każdą rośliną, w którą włożysz serce. 

 

Sebastian Good: Muszę zapytać jeszcze o jeden trudny temat – Twój ojciec został złapany, rok nie było go w domu. Jak to wpłynęło na Ciebie? Raz: Twój stosunek do rośliny, bo ujrzałeś, że inni mają negatywne skojarzenia. Dwa: stosunek do władz? Ja nie miałem takiego doświadczenia, ale i tak w Niemczech widząc policję czuję się niepewnie, bo to nielegalne. A Ty musiałeś to przeżyć jako dziecko. Jak to wpłynęło na Ciebie? 

Sasha: Przez większość mojego życia czułem podobnie. Przez to wydarzenie miałem strach przed władzami, policją. Byłem częścią „spisku”, czy tego chciałem czy nie. Musiałem uważać, być ostrożnym z kim rozmawiam. Nie chciałem skończyć w więzieniu. Szukałem bezpiecznego sposobu na pracę z ukochaną rośliną.

Wszystko robiłem bardzo ostrożnie i miałem mało problemów z prawem, chociaż nie obyło się bez nerwowych sytuacji. Mam dziś szczęście, że już nie żyję w strachu jak kiedyś. Przez wiele lat balansowałem na granicy. Starałem się robić wszystko dobrze, nikogo nie krzywdząc, a i tak w każdej chwili mogłem stracić wszystko. Dziś ten strach nie wraca – choć czasem jeszcze trochę. 

Ostatnie lata, dzięki legalizacji i pozwoleniom na medyczną uprawę, mogę pokazać swoją twarz, prawdziwe imię. I czuję, że reprezentuję. Jeśli teraz coś się stanie – jestem na to gotowy, to już nie koniec świata, bo to nie twarde narkotyki. 

 

Sebastian Good: Zdecydowanie. Teraz jesteś w Kanadzie w dużo lepszej sytuacji. Ja w Niemczech bym nie robił tego, co teraz. W Hiszpanii mam maksymalnie 6–7 roślin. Nie mogę więcej, bo pokazuję twarz w kraju, gdzie to nie do końca legalne. Super byłoby mieć 100 roślin w ogrodzie do zabawy, chociaż to masa pracy – to byłby luksus. Teraz robię to tylko dla siebie, marihuana nie wychodzi z domu – z powodu strachu. Wspomniałeś o miłości do rośliny – że na początku tylko pomagałeś tacie. Kiedy faktycznie odkryłeś swoją pasję do tej rośliny?

 

Domowy ogród Sebastiana.

Domowy ogród Sebastiana.
 

Sasha: Moje życie zmieniło się po wypadku motocyklowym w wieku 16 lat. Rekonwalescencja trwała długo, a wtedy wujek – pracownik farmy – pierwszy raz poczęstował mnie dymkiem. To pozwoliło mi otworzyć się na ludzi, pomagało z bólem i zmieniło moje życie. Zaczęliśmy razem uprawiać rośliny. 

 

Sebastian Good: Ciekawe. 

 

Sasha: Zdobyliśmy świetne genetyki od Sensi Seeds, np. Big Bud, a wujek był dobrym hodowcą. Uczyłem się od niego, ale najbardziej podobał mi się klimat partyzanckiej uprawy – daleko w lesie. Wczesnym rankiem dźwigaliśmy worki kompostu, a sama trawa była doskonała. Ten styl życia wciągnął mnie na dobre na kilka lat: latem, kiedy byłem studentem, wracałem na farmę i uprawiałem. Stało się to dla mnie stylem życia. 

 

Sebastian Good: Też kiedyś próbowałem partyzantki, ale w Niemczech nie znajdziesz dzikich lasów i większość roślin znikała, ktoś je zabierał, traciłem zainteresowanie. Nie mogłem uprawiać w domu ani z rodzicami. Wtedy jeszcze byłem w „weed closet”, chociaż rodzice znaleźli hasz, pudła z haszem, ale... na tym kończyłem. Ty uprawiałeś jeszcze u siebie, ale potem się wyprowadziłeś, ale nigdy nie przestałeś uprawiać, prawda?

Sasha:

Dokładnie. Dlatego właśnie z tego wszystkiego zrodził się Lowryder i automaty. To roślina, którą można zabrać wszędzie, uprawiać gdziekolwiek, warunki nie mają znaczenia: może rosnąć zimą w domu albo latem na dworze, wymaga niewiele pracy.

Byłem wtedy w Vancouver, w kluczowym momencie. Po skończeniu szkoły dołączyłem do dziewczyny do Vancouver, bo wtedy miasto to było najbardziej tolerancyjne wobec konopi. 

 

Sebastian Good: Jorge był wtedy w Vancouver zanim przyjechał do Europy, wszyscy tam wtedy byli. 

 

Jorge Cervantes i Cristian Medina z Fast Buds na Spannabis 2023.

Jorge Cervantes i Cristian Medina z Fast Buds na Spannabis 2023.

 

Sasha: Był tam od samego początku. Był też Marc Emery, Książę Zioła, który otworzył sklep z nasionami, wydawał Cannabis Culture. Policja go ignorowała, bo Vancouver miało poważniejsze problemy (twarde narkotyki) i bardziej pobłażliwe podejście do konopi. Vancouver stało się inkubatorem konopi. Pracowałem u Marca Emery i zacząłem też pisać artykuły.

Później dostałem propozycję wyjazdu do Polski na studia nad konopiami włóknistymi. 

 

Sebastian Good: Tak, słyszałem, robiłeś tam porównawczy trial? 

 

Sasha: Tak, wtedy Lowryder i jego przodkowie to były tylko jedna z wielu odmian, które testowałem. Zabrałem różne swoje nasiona do Polski, robiłem porównawczą próbę w szklarni – drugi rok tam.

Badałem konopie włókniste, ale mój prawdziwy interes to były rośliny THC.

Dostałem kawałek szklarni na porównawcze próby i mimo że zaczęliśmy późno w lecie, to matka Lowrydera bardzo wcześnie kwitła, była gotowa szybciej, wtedy jeszcze nie rozumieliśmy, co dokładnie mamy. Ale po tej pracy...

 

Sasha podczas studiów nad konopiami w Polsce, 1996.

Sasha podczas studiów nad konopiami w Polsce, 1996.

 

Sebastian Good: Ale zanim się zagubimy, porozmawiajmy o Lowryderze, bo od tego się zaczęła Twoja legenda. Chcę też poznać Twoje tipy o uprawie automatów, automatyków czy auto-flowerów, ale najpierw historia. Minęło ok. 20 lat od kiedy Lowryder pojawił się na rynku?

 

Sasha:

Dokładnie. To już 20 lat – 2003 rok, pierwsza partia nasion. To już była pierwsza generacja Lowrydera, ale prace trwały kilka lat wcześniej.

 

Sebastian Good: Co sprawiło, że zainteresowałeś się breedingiem, nasionami, a nie tylko topami? 

 

Sasha: Był taki starszy kumpel – Antonio, meksykański Rasta, bardzo mądry facet, mieszkał niedaleko nas, miał ogromną wiedzę o ziołach i niesamowitą energię. To jeden z mentorów mojego dzieciństwa. I kolekcjonował nasiona. 

 

Sebastian Good: Czyli Twój ojciec uprawiał, wujek robił partyzantkę, a jeszcze Antonio – miałeś szczęście do nauczycieli! 

 

Porównawcze badanie Sashy w Polsce. Testowanie przodków Lowrydera, 1996.

Porównawcze badanie Sashy w Polsce. Testowanie przodków Lowrydera, 1996.
 

Sasha: To prawda. W Eastern Township, to nie tak znane jak BC, ale przez tych hippisów krążących po Afganistanie czy Kolumbii i przywożących tu nasiona, region miał swoją legendę świetnej trawy. Wśród znajomych zawsze wymienialiśmy się nasionami. Antonio miał unikalną, niektórzy mieli po jednej „starej odmianie”, ale on miał kolekcję. Jedną z jego odmian było „mexican ruderalis”. 

 

Sebastian Good: Słynny Mexican Rudy! Fanom autoflowerów na pewno znane, bo to przodek tego, co stworzyłeś? 

 

Sasha: Dokładnie.

Wróćmy do mexican ruderalis: jedna wizyta u Antonio w środku lata, gdy trawa była niedostępna – a on miał małe rośliny dojrzałe już w lipcu! Suszyły się do góry nogami i nie rozumieliśmy, jak to możliwe. Nazwał to Mexican Rudy. Fajny smak, drobne topy. Ale zawsze lepiej coś niż nic. 

Nie wiedzieliśmy jak dokładnie to działa, ale podarował mi te nasiona i Christianowi. Potem, z domowego gospodarstwa przeniosłem się do akademika, tam chciałem mieć kompaktowe, szybkie rośliny. 

 

Sebastian Good: To logiczne – z farmy do akademika, Vancouver, małe mieszkanie – trzeba było mniejszych, dyskretnych roślin. 

 

Sasha: Tak. Coraz bardziej interesowały mnie kompaktowe, niskie odmiany, pracowałem też nad innymi genetykami, ale to Lowryder wymagał kilku lat, zanim odkryliśmy potencjał i ustaliliśmy cechy.

 

Sebastian Good: Czyli miałeś mexican ruderalis od Antonio, byłeś z Christianem – zaczęliście krzyżować, robić hybrydy różnych odmian? 

 

Zdjęcia z archiwum Sashy.

Od lewej do prawej: rodzina Sashy na farmie Shazam (1981); pierwsza plantacja Sashy; Antonio. Zdjęcia z archiwum Sashy.
 

Sasha: Właśnie tak. Mieliśmy wspólne mieszkanie w Vancouver – jeden pokój podzieliliśmy na pół: jego rośliny, moje rośliny. Gdybyś znał Christiana, to byś wiedział: wszystko robi bardzo systematycznie, a ja jestem bardziej chaotyczny.

 

Sebastian Good: Mam znajomego Christiana dokładnie takiego! 

 

Sasha: Robiliśmy krzyżówki wszystkich naszych odmian, eksperymentalne krzyżówki.

Wśród nich była krzyżówka ruderalis z William's Wonder. Mieliśmy matki William's Wonder, krzyżowaliśmy je z Northern Lights #2 oraz jeszcze innymi genetykami. 

 

Sebastian Good: Te nasiona trafiły do kolekcji czy od razu na warsztat?

 

Sasha: Na małą skalę, więc mogłem testować tylko część z nich, ale chciałem stworzyć coś, co mógłbym wypuścić na rynek. 

 

Sebastian Good: Okej. 

 

Sasha: Chodziło nam o coś nowego, łatwego do uprawy, dostępnego dla każdego – nie sadziliśmy, że stanie się to osobną kategorią konopi! 

 

Automaty stały się czymś o wiele większym, niż ktokolwiek się spodziewał.

Automaty stały się czymś o wiele większym, niż ktokolwiek się spodziewał.

 

Sebastian Good: Nadałeś od razu nazwę? Czy zabrałeś te nasiona do Polski i tam dalej selekcjonowałeś? 

 

Sasha: Nasiona pojechały do Polski, to była pierwsza generacja krzyżówek. F1, czyli po skrzyżowaniu automatu z nie-automatem daje szybkie rośliny, ale nieautoflowerujące. 

 

Sebastian Good: Są szybsze, ale nie automaty. 

 

Sasha: Tak, szybkie, ale nie automaty. Nie kwitną pod 24h, dopiero po dwóch-trzech pokoleniach cecha auto się utrwaliła. To była krzyżówka ruderalis, Northern Lights i William's Wonder, potem przez jedno pokolenie inbred, testowałem...

 

Sebastian Good: Robiłeś to w Polsce, tam krzyżowałeś i inbredowałeś te nasiona podczas trialu?

 

Sasha: Tak. Uznałem, że inbredowanie odbyło się w Polsce, ale nie zdawałem sobie sprawy, że... potem wróciłem do Kanady, do Saskatchewan, uprawiałem konopie włókniste zawodowo, a „po godzinach” selekcjonowałem własne odmiany.

 

Rekordowa plantacja konopi włóknistej na nasiona, Saskatchewan ok. 2000 r.

Rekordowa plantacja konopi włóknistej na nasiona, Saskatchewan ok. 2000 r.
 

 

Sebastian Good: Oczywiście. 

 

Sasha: Uprawiałem w piwnicy kumpla Dave'a, bo musiałem uważać. On był fotografem, robił dokumentację – dużo zdjęć z tamtych lat to jego dzieło. Uprawialiśmy tę generację i stało się coś dziwnego: pod 24h światłem już po dwóch tygodniach pokazały się maleńkie męskie kwiaty – nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Ale byliśmy podekscytowani, zostawiliśmy te rośliny, zapomnieliśmy o reszcie. 

 

Sebastian Good: Skrzyżowałeś je z samicami, które też zaczęły wcześnie kwitnąć?

 

Sasha: Tak. Samce kwitną chwilę wcześniej, wszystkie rośliny z cechą auto zostawialiśmy, w następnym pokoleniu okazały się 100% automatyczne. Nie rozumiałem jeszcze wtedy genetyki, więc ucząc się po drodze pojąłem, że to cecha recesywna.

Nazywaliśmy to Willy's Automatic. 

 

Stare zdjęcia roślin Lowryder z archiwum Sashy – początki genetyki automatów.

Stare zdjęcia Lowrydera. Archiwum Sashy.
 

Sebastian Good: Bo William's Wonder był Twoim ulubieńcem jako matka wcześniej?

 

Sasha: Tak, bardzo mi smakował, ten smak przeniósł się do pierwszych pokoleń Willy's Automatic. Później nazwaliśmy to Lowryder. Pomysł wziął się z amerykańskiego magazynu Lowrider o samochodach Chicano. 

 

Sebastian Good: Jasne! 

 

Sasha: Zmieniliśmy tylko „i” na „y”. 

 

Sebastian Good: Czyli wtedy uzyskałeś stabilność genu automatu? Jak długo trwała selekcja? Pewnie gdy tylko miałeś nasiona, musiałeś od razu je popować. Jak to wyglądało? 

 

Sasha: Zaczęło się od małej skali. Internet dopiero raczkował wtedy. By promować Lowrydera, działałem na forach typu overgrow.com i Hybrid. 

 

Sebastian Good: Hybrid – to Ty prowadziłeś to forum!

 

Sasha: Tak, to moja robota. Wszyscy pisali o automatach. Idea rozeszła się błyskawicznie. 

 

Sasha pracuje w szklarni.

Sasha pracuje w szklarni.
 

Sebastian Good: Bo to umożliwia każdemu uprawę. Nawet niewielki plantator może mieć swoją roślinę, bez stresu i sterowania oświetleniem. No i automaty były nowością – każdy szuka czegoś nowego i ciekawego. 

 

Sasha: Właśnie! Nie byli to wielcy growerzy, tylko raczej początkujący – dla nich to łatwy sposób, a nie potrzeba być profesjonalistą. Chciałeś własną trawkę? Proszę bardzo. 

 

Sebastian Good: Jak to wpłynęło na czarny rynek? Od razu zacząłeś produkować duże partie, selekcjonować dalej?

 

Sasha: Tak, na początku popełnialiśmy błędy, bo było mało roślin, więc w pierwszej generacji Lowrydera były różnice – niektóre rośliny były za małe, za bardzo inbredowane, odpadał wigor hybrydowy. Zacząłem robić nowe wersje: Diesel Ryder, Chronic Ryder – czyli świeża krew do automatów. 

 

Sebastian Good: I tak powstał również Lowryder 2? 

 

Sasha: Tak. Lowryder 2 to...

Mówiąc Lowryder, zwykle ludzie znają Lowryder 2 – to jeden z najpopularniejszych automatów w historii. Powstał przez skrzyżowanie oryginalnego Lowrydera z Santa Maria – to była brazylijska odmiana o niesamowitym smaku.

Był dużo mocniejszy, bardziej stabilny, zyskał wielką popularność. 

 

Sebastian Good: To nadal były regularne nasiona czy już wchodziły feminizowane? 

 

Sasha: Dopiero po kilku latach udało nam się opracować feminizację. Na początku sprzedawaliśmy regularne. 

 

Sebastian Good: To wszystko nadal działo się na czarnym rynku? 

 

Sasha: Oczywiście. 

 

Sebastian Good: Jak zmieniło się to, gdy dostałeś uprawnienia medyczne? Miałeś mniej strachu, mogłeś rozwinąć uprawę? Bo chyba otrzymałeś takie pozwolenie? 

Sasha: Tak. Przez kilka lat miałem licencję medyczną, byłem wyznaczonym growerem dla kilku pacjentów z pozwoleniem. Nie mogłem komercyjnie sprzedawać, ale miałem ochronę prawną: mogłem inwestować w szklarnię, uprawiać własne rośliny bez strachu. Klimat wokół uprawy się rozluźnił, ale musiałem trzymać się limitów – dla mnie było to narzędzie, by dalej rozwijać breeding i nowe odmiany. Stało się to jednak zajęciem samym w sobie, dość rozpraszającym. 

 

Sasha aka Joint Doctor

"Ale bycie growerem medycznym bywało też dużym obciążeniem."

 

Sebastian Good: Rozumiem doskonale. Jak sam dla siebie coś uprawiam i testuję, czasem robię f1 tylko dla zabawy, ale gdy uprawiasz dla innych, masz poważną odpowiedzialność. To zupełnie inna sprawa. 

 

Sasha: Tak. Jeśli masz pozwolenie, musisz go wykorzystać i uprawiać tyle konopi, ile się da, by wyjść na swoje, bo pacjenci zazwyczaj nie mogą dużo płacić. Często dawałem za darmo, a potem jeszcze własne projekty. Lubię uprawiać, cudownie było móc pokazywać gościom szklarnię – przychodzili i zamiast do domu, od razu szli zobaczyć rośliny. Taki cannabis tourism!

 

Sebastian Good: Muszę kiedyś przejść „Joint Doctor cannabis tour” po starej szklarni! Każdy chce być bezpieczny, ale ta reglamentacja konopi to żart. 

 

Sasha: Zdecydowanie przesadzili z regulacjami – konopię traktuje się jakby była...

 

Sebastian Good: ...opiatami.

 

Sasha: ...jakby była bronią masowego rażenia. Absurdalne kontrole, masa odpadów, biurokracja – wszystko w plastiku, małych paczuszkach, każda dawka osobno. Bez sensu.

 

Sebastian Good: Marnotrawstwo i na dodatek nie działa. Trzymam swoje zioła w szklanych słoikach, z Bovedą i są świeże miesiącami. W plastikowych woreczkach po drodze do konsumenta zostaje miał. Szkoda.

 

Sasha: Właśnie. To zabiera całą frajdę. Ale jeszcze długa droga przed nami. Walka trwa. 

 

Sebastian Good: Walka nigdy się nie skończy, ale to, że otwarcie rozmawiamy i nie muszę się ukrywać, jest dużym postępem. Dobrze, że społeczność coraz bardziej się integruje, to daje siłę. Potrzebujemy edukacji, nie stygmatyzacji. 

 

Dagga DNA spotyka Fast Buds na Spannabis 2023.

Dagga DNA spotyka Fast Buds na Spannabis 2023.

 

Sasha: Dzięki takim osobom jak Ty przekaz idzie w świat – edukacja jest najważniejsza. 

 

Sebastian Good: Edukacja i destygmatyzacja. Nie mogę zalegalizować, ale mogę złamać stereotyp. Było u mnie sporo ludzi, stoły pełne alkoholu – piwo, wino, gin z tonikiem – a ja kładę młynek i paczkę, potem sam, odruchowo zabieram, bo dzieci, i się zastanawiam – czy zwariowałem? Alkohol wszędzie, a ja chowam cannabis... 

 

Sasha: Tak to jest. No i nie jestem prawdziwym doktorem, mama jest lekarzem, a ja mam tytuł honorowy z konopi! 

 

Sebastian Good: W takim razie przywiozę honorowy dyplom! 

 

Sasha: Brzmi świetnie. 

 

Sebastian Good: Jak się czułeś, widząc Lowrydera – swoje „dziecko”, które zapoczątkowało nową kategorię?

 

Sebastian Good wygrał AWC-2023 z Tropicana Cookies Auto od Fast Buds.

Sebastian Good wygrał AWC-2023 z Tropicana Cookies Auto od Fast Buds.
 

Sasha: To było niesamowite – ludzie mnie kojarzyli, może nie osobiście, ale moja odmiana była znana. Breederzy, tacy jak Simon z Serious Seeds i inni szanowali mnie, mogłem z nimi konkurować. To ekscytujące. Ale mam poczucie, że jeszcze wiele jest do zrobienia. 

 

Sebastian Good: Zawsze coś do zrobienia. Ale też masz młodszych breederów, którzy pokazują, co stworzyli na bazie Twojego Lowrydera. Jakie to uczucie? 

 

Sasha: To niezwykłe, bo Lowryder to był przełom w jednym momencie, a potem wielu zdolnych ludzi, takich jak Ty, poszło o krok dalej, tworząc nowe wersje. Samemu nie zrobię wszystkiego – są lepsi hodowcy, większe scale uprawy. 

 

Sebastian Good: Zawsze znajdzie się ktoś lepszy. 

 

Sasha: Zawsze będą nowi. Pogodziłem się, że genetyka i tak „wyląduje” na rynku. Nie da się tego kontrolować. Jest w obiegu. 

 

Sebastian Good: Mam nadzieję, że nigdy nie dojdziemy do sytuacji, gdzie genetyka będzie zastrzeżona znakiem towarowym jak z wieloma roślinami, to by było absurdalne. Jeśli patrzysz na współczesne automaty, np. Gorilla Cookies czy Strawberry Gorilla, Tropicana Cookies – jak je oceniasz?

 

Sasha: Dzisiejszy marketing nasion jest bardzo innowacyjny i dynamiczny. To nowa generacja, wszystko rozwija się błyskawicznie. Porównuję to do przemysłu muzycznego.

Żadne pomysły nie powstają w próżni – zawsze bazujesz na wcześniejszych inspiracjach.

Jedna melodia ma dzisiaj kilkanaście remixów – tak samo genetyka.

 

Automatyczne konopie stworzyły wielką, dynamiczną społeczność w ostatniej dekadzie.

Automatyczne konopie stworzyły wielką, dynamiczną społeczność w ostatniej dekadzie.

 

Sebastian Good: Przy automatach mamy krótszy cykl, nie można zachować matek, ale można non stop selekcjonować, rynek jest zwariowany, jak szybko się rozwija. 

 

Sasha: Zgadza się, sam to wiesz.

Fast Buds to bardzo innowacyjna firma – co rusz wypuszczacie nowe odmiany. Świetnie trafiliście w dynamiczny styl marketingu.

Trzeba iść z duchem czasu – to się bardzo szybko zmienia. 

 

Sebastian Good: Ogromny popyt na różnorodność – nie tylko na automatykę. Moda na odmiany deserowe w Kalifornii, te wszystkie smaki – truskawka, wiśnia, banana purple punch. Kiedy wrzuciłem banana purple punch, pomyślałem, że mam przed sobą owocowy bukiet. Kolor i smak są niesamowite.

Sasha: To cudowne uczucie, kiedy trawka naprawdę smakuje jak powinna, zgodnie z nazwą. 

 

Sebastian Good: A moc automatów – kiedyś mówiono, że automaty są słabe, ale nasza Strawberry Gorilla miała 28,4% na American Autoflower Cup. Co tu dużo mówić?

 

Freegrow8 wygrał American Autoflower Cup ze Strawberry Gorilla Auto od Fast Buds.

Freegrow8 wygrał American Autoflower Cup ze Strawberry Gorilla Auto od Fast Buds.

Sasha: Temat zakończony. Nie o to już chodzi.

 

Sebastian Good: Zgadza się. Czy znasz Canamatoes? Rosną tylko automaty, często nasze, w mega-donicach, system automatycznego podlewania, 60-litrowe worki, 24h światła i plon 1 funt suchej masy z jednej rośliny. Mówienie, że automaty są małe? To już nieaktualne! Współczesne genetyki są szokujące. Które automatyczne odmiany zrobiły na Tobie największe wrażenie? Jako sędzia na Autoflower World Cup coś Cię zaskoczyło?

 

Sasha jako sędzia na Autoflower World Cup 2023 z Vince And Weed.

Sasha jako sędzia na Autoflower World Cup 2023 z Vince And Weed.
 

Sasha: Zaskoczyła mnie ogólna jakość odmian – bardzo trudno było wybrać, wszystkie były na bardzo wysokim poziomie. Bardzo spodobał mi się purple punch auto – kolory i aromat, uwielbiam purpurowe rośliny. 

 

Sebastian Good: Czyli pewnie zauważyłeś moje Tropicana Cookies – ciemna prawie na czarno i bardzo oblepiona żywicą. To ona wygrała. 

 

Sasha: Tak, to była właśnie ta. Podczas oceny nie wiedzieliśmy, jakie odmiany testujemy – pracowaliśmy na numerach i przetestowaliśmy mnóstwo różnych automatycznych odmian. 

 

Sebastian Good: Musiałeś być nieźle „wbity” po tylu testach? 

 

Sasha: Oj tak, wyżej niż kiedykolwiek, ale fajnie się czułem. W 24h spróbowałem może 20–30 odmian, a potem jeszcze wywiady. „Ludzie, nie wiecie, że dziś wypaliłem 20 jointów!” Ale dobrze się bawiłem.

 

Sebastian Good: Dlatego dziś nie widziałeś mnie z jointem – jestem całkowicie trzeźwy, by lepiej się skupić na rozmowie. Jak się rozpalę, odpływam w dygresje! 

 

Sasha: Też tak mam. Musi być odpowiedni czas. 

 

Sebastian Good: A na Autoflower World Cup sam zdobyłeś nagrodę – Dr's Choice 1, drugie miejsce Sativa! 

 

Sasha: Tak. To była niespodzianka – nie wiedziałem nawet, że ktoś zgłosił moją odmianę. Poznałem dopiero po wygranej. Miło otrzymać oficjalne wyróżnienie i trofeum. Świetna impreza. 

 

Sebastian Good: Było super: jurorzy z różnych krajów, świetna atmosfera. Małe konkursy mogą się odbywać przy międzynarodowej publiczności, można po prostu wystartować, bez kosztów. Każdy ma szansę wygrać. 

 

Sasha: Zdecydowanie.

 

Joint Doctor na AWC-23

Joint Doctor na AWC-23.
 

Sebastian Good: Gdzie widzisz automaty za 5, 10 czy 20 lat? 

 

Sasha: To trudne pytanie. Mam nadzieję, że pojawi się więcej odmian z różnymi kannabinoidami – nie tylko THC, ale także CBD, CBG, profile mieszane. Więcej stabilności smakowej.

 

Sebastian Good: Myślisz, że zniknie niechęć do automatów? Nadal niektórzy mówią „no autos”... 

 

Sasha: Stygmat już w dużej mierze zniknął. Wśród starych wyjadaczy to zostanie, ale nie trzeba ich przekonywać. Dla komercyjnych growerów klony i identyczność pokoleń mają sens, ale z czasem automaty będą coraz lepsze, bardziej stabilne i przemówią też do większych upraw. 

 

Nowoczesne automaty są zupełnie inne niż pierwsze generacje i nie mają się czego wstydzić w porównaniu z fotoperiodami.

Nowoczesne automaty są zupełnie inne niż pierwsze generacje i nie mają się czego wstydzić w porównaniu z fotoperiodami.
 

Sebastian Good: To przyjdzie płynnie – będzie to tylko wybór, jak „chcę, nie chcę”. Zresztą często to starzy growerzy mają największe trudności z automatami, bo za bardzo je rozpieszczają. 

 

Sasha: Dokładnie. Każdy ma swoje wyobrażenia, a sposobów na uprawę jest wiele. 

 

Sebastian Good: Twoja złota rada dla uprawiających automaty?

 

Sasha: Nie kombinować, jak wspomniałeś wcześniej. Poznaj swoje rośliny, nie przewozić, nie przekarmiać, bo wtedy to Ty jesteś szkodnikiem! Po prostu obserwuj rośliny, zobacz, co lubią, czego potrzebują i pamiętaj, że każda sytuacja jest trochę inna.

Sebastian Good: Zawsze mówię: nie przesadzaj, nie przekarmiaj, nie trenuj za ostro, baw się i kochaj roślinę – to przekłada się na jakość zioła. 

 

Sasha: Zdecydowanie. Jestem zwolennikiem małej ingerencji przy przycinaniu – automaty tego nie potrzebują. Kluczowe: dobry start – dać wszystko od początku, bo cykl życia jest krótki.

 

Sebastian Good: Dokładnie.

Ja używam suchych nawozów typu super soil, wszystko mieszam wcześniej, potem tylko herbatki kompostowe. Wszystko dam od razu, nie ma sensu czekać.

Dzięki zdrowej, żywej glebie roślina sama znajdzie, czego jej trzeba – nie ma sensu przekombinowywać, to cała magia automatów. 

 

Wady i zalety żywej gleby.

Wady i zalety żywej gleby.
 

Sasha: Właśnie tak. Czytaj znaki – jak niedobór azotu, trzeba działać. Nie przesadzaj. 

 

Sebastian Good: Pytanie od jednej z growerek – trzy odmiany, które byś zabrał na bezludną wyspę? Ona uprawia świetne zioła, przesłała mi je w Berlinie, więc chętnie pytam o jej zagwozdkę. 

 

Sasha: Sam często rozmyślałem o takiej sytuacji! Ale wybrałbym raczej worek mieszanych nasion, nie wiedząc, co to dokładnie, żeby mieć pulę genów wszystkiego po trochu. Wtedy można dopasować się do lokalnych warunków, znaleźć to, co najlepiej rośnie na tej wyspie.

 

Sebastian Good: Świetna odpowiedź! Ja też mam pudełko po butach pełne nasion różnych genetyk, nawet jeśli nie wszystkie wykiełkują, daje to spokój, poczucie bezpieczeństwa na przyszłość. 

 

Sasha: Mam to samo uczucie – nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. 

 

Sebastian Good: Mam nadzieję na rychłe spotkanie, rozmowa z Tobą to była przyjemność. Ty w Kanadzie, ja w Hiszpanii, a dzielimy się tym z całym światem. Ale chcę Cię zobaczyć na żywo, na jakichś targach. To właśnie uwielbiam w takich imprezach – można spotkać podobnych ludzi, pogadać i po-geekować się nad naszą wspólną pasją. 

 

Sasha: Lubię to bardzo – spotkania, kontakty, historie ludzi, którzy uprawiali moje nasiona – wracam z naładowaną energią. Na co dzień to po prostu praca, grind, breeding, organizacja, ale potem... spotkania budują poczucie wspólnoty. Rodzina się powiększa. 

 

Sasha przy swoim stoisku na Spannabis 2023.

Sasha przy swoim stoisku na Spannabis 2023.
 

Sebastian Good: Może się spotkamy w Pradze? Będziesz na Cannafest? 

 

Sasha: Tak, Cannafest też zaliczam. Byłoby świetnie! 

 

Sebastian Good: Bardzo bym chciał przyjechać, nie byłem tam 12 lat, piękne miasto. Te imprezy to też okazja do spotkania ludzi i wymiany doświadczeń. 

 

Sasha na Cannafest 2019.

Sasha na Cannafest 2019.
 

Sasha: Najlepsze rzeczy w konopiach rodzą się z pasji i współpracy, a nie z pogoń za pieniędzmi. Może następnym razem pogadamy o kooperacji na rynek kanadyjski – wielu doceniłoby Twoje nasiona!

 

Sebastian Good: Fajne jest to, że teraz na rynku jest masa współpracy – takie było wrażenie na tegorocznym Spannabis. Konkurencja napędza rozwój, a i tak łączy nas miłość do rośliny, do konopi. 

 

Sasha: Po nowych widać, kto zostaje – prawdziwi pasjonaci zostaną na lata, są jak rodzina, doceniamy się wzajemnie. Tak trzymać! 

 

Sebastian Good: Dzięki, nawzajem! I nie zapominaj: gdzieś zawsze jest 4:20! 

 

Sasha: Dzięki za zaproszenie. Pozdrawiam – zawsze jest 4:20! 

 

Sebastian Good: Dzięki wielkie! 



Komentarze

Nowy komentarz
Brak komentarzy


Select a track
0:00 0:00